Prizee: Free Games and Presents!

Allegro - największe aukcje internetowe, najniższe ceny! Kup i sprzedaj!



Świat widziany moim okiem


RSS
niedziela, 07 października 2007
Wojna?
Nie wiem. Trudno jest mi nazwać nasze dzialania, choć E. uważa to za wojnę wlaśnie. Walczymy, owszem. Jednak chyba gdzieś po drodze ona zagubila sedno sprawy, o jaką walczymy. A dążymy do tego, by nas szanowano, by nasza godność nie cierpiala przy każdym poleceniu z ust szefa. By nie trzeba bylo pracować po dwadzieściaparę godzin na dobę bez slowa "dziękuję".
Walka dla E. stala się walką o pozbawienie pracy szeryfa. Mnie nie na tym zależy. Ona jest mściwa, zlośliwa i nie odpuszcza. Ja dlugo pamiętam, jednak gdy widzę, że coś może się zmienić - daję szansę. Nie tym razem.
Wiele razy poczulam się w pracy jak gówniara, która nie ma prawa do wlasnego zdania, a jej obowiązkiem jest wykonywać bez szemrania wszystko to, co powie szeryf. A jeśli nie powie? No to co? Mam wiedzieć i bez tego. Robilam więcej niż potrzeba, a on... znalazl we mnie kozla ofiarnego, gdy sam czegoś nie dopilnowal. Sądzil, że się zamknę i z milczącą zgodą zrobię to, czego oczekiwal. Pomylil się jednak bardzo. Jestem w stanie znieść wszystko, ale nie to, że ktoś, kto z zalożenia powinien wiedzieć jak kierować ludźmi, jak ich motywować i ganić, nie ma pojęcia o szacunku do drugiego czlowieka. Nie godzę się na to, by mną pomiatano i ustawiano jak pacynkę w teatrze lalek. Napisalam pismo. Nie zależalo mi na rozglosie. Chcialam zwyczajnie zawalczyć o swoje prawa. E. zrobila z tego swoją wlasną drogę krzyżową. I co najgorsze - chyba wszyscy w tę jej rolę cierpiętnicy uwierzyli. Milczę, to nie moja sprawa, co kto o kim sądzi. Nie otwieram ludziom oczu. Nie będę mówila glośno, że ona klamie, że nie o nas jej przecież chodzi, lecz o nią samą. Z mojego buntu zrobila swoją wojnę... Czuję do niej o to żal, choć od początku czulam, że ufać jej nie można. Jest rewelacyjną aktorką, która każdemu oczy potrafi zamydlić. Cóż... Mam to już gdzieś.
Bylo spotkanie. Przyjechala kobietka z kadr i szef ochrony. Mieli nas maglować. Mieli nas zniechęcić do buntu przeciwko szeryfowi. Mieli nas przydusić i zmiażdżyć. Z każdym zdanhiem wypowiadanym przez kolejnego pracownika po prostu miękli. Tracili pewność tego, że przerysowujemy sytuację. Widać bylo, z czasem, że z obiektywnych, wręcz przeciwnych nam mediatorów (nazwijmy ich w ten sposób), stali się naszymi sprzymierzeńcami. Mówilam niewiele, choć byly osoby, które nie mówily zupelnie nic. Jednak to podobnmo moje przyklady ich tak bgardzo przekonaly o tym, że szeryf się na szeryfa nie nadaje. Teraz mamy czekać...
Następnego dnia okazalo się, że moje, od tygodnia zagrożone, stanowisko, nie jest już zagrożone. Nie zostanę zwolniona, przynajmniej w najbliższym czasie, pojadę na szkolenie, a cala zaistaniala sytuacja to... zwykle nieporozumienie (wg szeryfa). Nie wnikam, nie muszę pracować za biurkiem. Lubię skakać po regalach ukladając towar. Cieszy mnie tylko fakt, że póki co mam w miarę stabilną pracę i groźba zwolnienia mnie przestala w tej chwili istnieć.
A co z E.? Nie wiem. I szczerze mówiąc -niewiele mnie to interesuje. Skoro tak jej zależy na wojnie, niech sobie ją prowadzi. Przypisala sobie wszystkie zaslugi w tym, by nas szanowano? Ok, mam to gdzieś. Niech się szczyci. Ważne, że ja wiem jak bylo. A jeśli nikt się na niej jeszcze nie poznal... Trudno. Ja nikomu oczu otwierać nie będę.
Tak naprawdę, o tym, co będzie dalej, pokaże czas...

19:53, niktoja
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 70